Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/190

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Łukasz, pomimo kosztów szpitalnych, miał jeszcze dosyć pieniędzy, zarobionych w Zgliszczach. Ewa na swoje utrzymanie poczęła zarabiać. Dr. Wilgosiński, który, jak się notorycznie okazało, miał w sobie poczciwości co najmniej na dziesięciu przeciętnych chirurgów, wyrobił jej pisanie n adwokata, rzecz niebywałą w tem mieście od czasów wiekopomnej pamięci statutu wiślickiego, a może nawet i dawniejszych. Wkrótce jednak to zajęcie urwało się i to w sposób dość bolesny. Adwokat, człowiek familijny, i, co za tem idzie, moralny, pod wpływem żony, osoby również moralnej, wymówił Ewie miejsce ze względu na pogłoski, które do niej były przyczepione, a płynęły za nią, jak welon. Nikt nie wiedział, kto ona jest, skąd, jak, »co za jedna«. Wiedziano natomiast, że ma związek z owym Niepołomskim, notorycznym ateuszem, awanturnikiem, nie szanującym polskich hrabiów, pojedynkowiczem... Dr. Wilgosiński, raz skompromitowany i posądzony o wspólnictwo z ateistami i, co za tem idzie ludźmi bez moralności, — pomimo całego swego męstwa, zdaje się, stchórzył i nie miał już siły do protegowania Ewy gdzie indziej. Zaczęła tedy szukać sama. Nie znała tam jednak literalnie nikogo, a nadto zajęć, do których mogłaby się przydać, w mieście nie było. Ogłaszała się w miejscowem kołtuńskiem piśmidle, składała oferty, to tu, to tam...
Nie miała tylko »chlubnych« świadectw i »zaszczytnych« rekomendacyi, żeby się zupełnie upodobnić do papy Pobratyńskiego. W każdym jednak razie jego maniery, przeszpiegi, metody i sposoby przydały jej się teraz. Między innemi trafiła do pewnego inżyniera po-