Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Niech pan idzie precz ode mnie! — rzekła Ewa, nie rozumiejąc dokładnie, ale czując w tych słowach coś strasznego.
Młody człowiek zaśmiał się zcicha, mrugając na towarzysza. Tamten siedział z dystynkcyą, bez ruchu, patrząc w Ewę swem jednem okiem. Słaby uśmiech wyniosłości, czy szyderstwa tkwił na jego ustach.
— Mogę odejść, czemu nie! Jeszcze się sama będziesz prosiła, jak zobaczysz nasze pieniądze...
Wykręcił swoje krzesło w powietrzu i odstawił, mówiąc w kierunku ściany:
— Moja-że hrabina Montekukulil
Dziewczyna usługująca przyniosła herbatę, ale Ewa nie mogła jej pić. Zapłaciła coprędzej i nagwałt miała się ku wyjściu. Już we drzwiach poprosiła ową kelnerkę o pewną usługę: czy nie mogłaby gdzieś w kuchni, czy w sieni oczyścić swego ubrania? Dziewczyna z wahaniem i niechęcią prowadziła ją do swej izdebki za »salą bilardową«. Była to ciemna nisza z okieneczkiem w górze, framuga w murach zwilgłych. przedwiecznych. Stał tam tapczanik z siennikiem i kołderką. Znalazła się miska z wodą, mydło i ręcznik, Ewa zamknęła się w tej celce, umyła, uczesała włosy i okurzyła suknie. Gdy dziewczyna przyszła z powrotem, Ewa była gotowa i mogła wsunąć tamtej pieniądz w rękę. Kelnerka uśmiechnęła się blado, podziękowała... Przez chwilę Ewa czuła szczególne zainteresowanie się życiem tej biednej dziewczyny, jak gdyby to było jej własne życie. Patrzyła w ciemne schowanko z niepowstrzymaną ciekawością...