Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przecie jest złudzenie, a jednak, gdy przychodziła skądkolwiek odmowna odpowiedź, — witała ją z uśmiechem pogardy; — wiem, wiem, przyjaciele, co mi powiecie... Przyszła szybko do przekonania, że Łukasz umarł. Ale i o śmierci nie było nigdzie w świecie otaczającym wzmianki, pogłoski, echa, wieści...
Ewa przeżyła to skwarne lato w pracy bez wytchnienia.
Gdyby nie martwe i ślepe godziny mechanicznych dodawań olbrzymich kolumn, sprawozdań z podziału należności za przewóz towarów przez rozmaite linie kolejowe, byłaby oszalała. To też robiła zaciekle, zapamiętale, dwa razy, trzy razy więcej niż dawniej. »Odstawiała« po trzy, a nawet po cztery »normy« dziennie bez podniesienia głowy z nad papierów i bez oderwania myśli. — Nie była w stanie pozwolić sobie na jedną chwilę czasu »swobodnego«. Jej czasy swobodne zapełnione były korowodami myśli, podobnych do trupich głów w ślubnych welonach. Spostrzeżono jej zimną pilność, doskonałość jej wykazów, nieomyślność rachunków, ogrom pracy i nadmiar gorliwości. Zarobiła w tym czasie wprost »olbrzymie sumy«. Otrzymała zapewnienie najbliższego awansu. Naczelnik biura przyszedł do wniosku i przebąkiwał, że najoczywiściej »norma« dziennie jest ilością za małą, skoro pracownik może wykonać tyle, co panna Pobratyńska.
W tym samym czasie Ewa poczęła się »stroić«, (jak twierdziła jej siostra Aniela). W rzeczywistości poczęła ubierać się wykwintnie i subtelnie. — Suknie jej nie były oczywiście, drogie, bogate i uderzające, niemniej jednak dobrane i obmyślane ze smakiem