Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Szła, marząc, czy modląc się pragnieniami, żeby to wyprowadzić stąd rodziców, żeby to coś takiego przedsięwziąć, aby mogli wyjść wszyscy z tych miejsc, dokądś na lepsze...
Ciche, nieznane w codziennem życiu westchnienia spływały, na wargach przeistaczając się w szept, lecący w górę. Wiedziała, że nic uczynić nie może, nic poradzić, nic zmienić, ale, wiedząc o tem, oddawała się konieczności szeptania, które z jej piersi ulatało, jak oddech. Nie wiedzieć kiedy stanęła przede drzwiami. Mimo woli oparła się o odrzwia ramieniem i, trzymając już rękę na guziku dzwonka, śniła przez chwilę. Tak przykro było wracać do domu z powietrza, które już nasiąkło zapachem fiołków i drgało wiosennym gwarem... Jeszcze miała w oczach te smużki i kępki maleńkiej a połyskliwej trawy, co się koło żelaznych sztachet i ogrodzeń chyłkiem czaiły. Teraz oczy jej leżały bezwładnie na drzwiach zamkniętych, uczernionych i wyświechtanych w pobliżu klamki, — na biletach wizytowych szanownych lokatorów. Czytała z ohydą stokroć znajome litery: — Jan Faustyn Cygler — a pod tem napis głupkowaty, nie wiedzieć czemu olbrzymiemi literami: »dzwonić trzy razy!« Obok niemniej srogimi kulfonami wylitografowane nazwisko — Stanisław Czapowski — Stud. Med. Dalej »dzwonić dwa razy«. Na górze ordynarnym i zaiste chamskim drukiem: — Adolf Horst — Filozof — »Nie dzwonić ani razu«. Najniżej, to posępne miejsce bielsze, puste — i znaki po świeżo oderwanym bilecie, cztery czarne zagłębienia po pluskiewkach. Ewa zatrzymała wzrok na białej plamie. Czoło jej zmarszczyło się, twarz przybrała wyraz bolesny.