Strona:PL Stanisław Wyspiański - Wiersze, fragmenty dramatyczne, uwagi.djvu/022

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dłonią tak piękną — dłonią co powinna
pieścić je czule...
..................
Wieczór był — wszedłem właśnie do ogrodu
i trafiłem na miejsce, gdzie ów bukiet rano
układaliśmy razem — zapłonąłem cały
na jej wspomnienie — odwróciłem oczy od światła,
co jasną na mnie biło strugą —
by nie spostrzegł mego
zmięszania księżyc (jakby miłość już była co złego)
i nie zgadł czemu drżałem.
Wtem nagle spostrzegłem przy ławie
na ziemi — biały przedmiot i świecący,
to była róża — jedyna zapomniana
przez nią — a tutaj leżała od rana
więdnąc. — Pochwyciłem różę co prędzej,
chcąc ją zachować jak pamiątkę drogą
po niej — by o niej budziła wspomnienie:
może ona tu ją zostawiła — sama
dla mnie — tu ją porzuciła
bladą z tą myślą o mnie. — Przycisnąłem silnie
dłońmi do piersi kwiat — chcąc by usłyszał,
że mi serce biło silniej niż zwykle —
naraz poczułem ból — i ręce splamione
były obiedwie krwią: — pozostawione
miała ta róża kolce.