Strona:PL Stanisław Wyspiański-Noc listopadowa.djvu/060

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


(szepce W. Księciu)
(do Makrota)

No tak, co ty wynalazł — ?

MAKROT

Słowa, — gesta, — cienie.

KURUTA

Któż co z tego odgadnie, — he, — kto?

MAKROT

Złe sumienie.
Kto się boi, dla tego gest jeden wystarczy
znaczący; — kto zgaduje, — odgadnie z pół-ruchu,
z pół-słowa, — co kto chowa utajone w duchu
i z tem straszydłem pójdzie w noc milczenia
a będzie tam ten potwór gospodarczy, —
ten zatruje mu krew, przeżre rdzenia
i wejdzie, wpełznie jad w krwi uderzenia, —
zatruje, zgnębi duszę, — usiądzie na piersi,
aż przytłoczy i zaprze w noc. —

KURUTA

Tak my najszczersi, —
daj rękę, — no i gęby daj, — a wypleć bajkę
cożeś wynalazł, zmyślił, odgadł....

MAKROT

Szajkę.
Może się co powiedzie? — Trzeba pójść posłuchać.

KURUTA

Można pójść — ?

MAKROT

Można.