Strona:PL Stanisław Wyspiański-Klątwa.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


PUSTELNIK.

Przez was wygnana, porzucona,

KSIĄDZ.

Kłamstwo! — Udanie!
Dla niepoznaki!

PUSTELNIK.

Naszej się proźbie przychyliła
stosu dopatrzeć, co na twem polu,
na ugorze —

KSIĄDZ.

Poszła tam! — Boże! —
tam — za nią — pójść — biedz —
co żywo!
..............
(Od paru chwil było już widać parobka jak z góry, z wału, szedł powoli, tą samą ścieżką, którą był poszedł; — okalając dom, idzie przed czoło plebanii i staje przed księdzem ciskając o ziemię powrósła i słuchając z rozdziawioną gębą, czego ksiądz krzyczy do pustelnika).

KSIĄDZ.

Ha ty skąd?!
W porę! — za nieszczęśliwą, za nią,
na ugór!! leć!!

PAROBEK.

Dyciem na ugór szedł przed panią
i z nią się minął na pół drogi.