Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Teatr.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie jest zupełnie interesującem słyszeć słowo: »nie rozumiem«, powtarzane z tryumfem, w mniej lub więcej, grzeczny sposób. Jeśli to mówi piękna dama może to być jeszcze zabawnem. Od krytyka, który nie rozumie, żąda się, aby powiedział dokładnie czego nie rozumie, dlaczego nie rozumie, aby swoje »nierozumienie« uzasadnił z jakiegokolwiek stałego punktu widzenia. Fallek czyni to do pewnego stopnia i dlatego postanowiłem mu odpowiedzieć:
Nie chodzi mi wcale o bezsens życiowy jako taki, tylko o to, abym formalnie komponując dramat, nie potrzebował się krępować prawdą psychologiczną. Czysto negatywne moje zadanie wszyscy przekręcają, nie wiem, czy świadomie, czy podświadomie i wmawiają mi, że chcę wywracać wszystko do góry nogami, dla samego faktu widzenia na scenie zdeformowanego życia. Stanowczo temu przeczę. O ile uznamy, że celem sztuki scenicznej nie jest odtworzenie życia, wypowiedzenie swoich poglądów (czemu nie napisać broszurki?), możemy mieć prawo zniekształcenia życia dla celów czysto formalnych. Podobnie jak w malarstwie w celu stworzenia nowych form kompozycyj i otrzymania bogatszych »napięć kierunkowych«, możemy deformować przedmioty świata zewnętrznego. Jednak Fallek nie stanął na tem stanowisku i krytykę swą przeprowadza z czysto życiowego punktu widzenia. Mógł mi udowodnić czemu formalna konstrukcja mojej sztuki mu się nie podoba z jego subjektywnego punktu widzenia, co jest istotnem zadaniem krytyka. Cały feljeton jego jest jednak pełnym zarzutów takich: że typy nie są jednolite, że księżniczka Baar-Łukowiczówna (od Dżyngis-Chana pochodząca) jest za mało dystyngowana, że kołysanka III-go aktu nie jest budująca itp. Izydor napewno jej nie zrozumiał, więc nie wiem na kogo mogła wpłynąć demoralizująco.
Zamiast mi udowodnić, że deformacja życia