Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Teatr.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ciowych, świetna, według mojej teorji deklamacja wierszy i wypowiadanie prozy, doskonałe pozy w chwilach bezczynności, miara i ustosunkowanie efektów, co jest jedynym sposobem osiągnięcia siły na scenie i to siły w znaczeniu formalnem, a nie bebechowowstrząsowem.
Oczywiście zdaję— sobie sprawę jaka jest zasługa dyr. Trzcińskiego, który potężną swoją wolą twórczą, jak olbrzymia soczewka, skupił wszystko w zupełną jedność i ustanowił granice najwyższego i najniższego napięcia dynamicznego. Uważam go, (niech pan wybaczy, panie dyrektorze!) za genjalnego wprost reżysera-twórcę, który za dużo swoich cennych sił marnuje na nieodpowiedni dla swego talentu, realistyczny repertuar. Powinien wystawiać tylko prawdziwych, dawnych Wielkich Mistrzów, a pozatem zwrócić całą siłę na próby nowej sztuki w teatrze. Sądzę, że nikt mądry i uczciwy nie posądzi mnie tu o brudną megalomanję.
II. Wziąwszy pod uwagę okoliczności łagodzące, np. krótki czas przygotowania, pozwolę sobie na krytykę, która dotyczyć będzie czysto zewnętrznych stron przedstawienia. Nie byłem na żadnej z prób. Kiedy podniosła się kurtyna i zobaczyłem obraz, niezgodny z moją wizją, powiedziałem do Boya: »przestaję wierzyć w Czystą Formę na scenie«. Zamiast luksusowego dziecinnego pokoju i Tumora ubranego u Poola, ujrzałem wiejską szkółkę z jakimś baciarzem. Po pięciu minutach, wobec świetnej gry aktorów, wrażenie to znikło zupełnie, a w III-cim akcie doznałem sam tego, o co mi chodziło: metafizycznego uczucia z powodu faktycznie stającej się na scenie, »wielości w jedności«, w uniezależnieniu od życia. Oczywiście wiem, że wrażenia publiczności musiały być nieco inne i dziękuję na tem miejscu wszystkim, że nie zerwali przedstawienia i pozwolili mi widzieć całość do