Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Teatr.djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ale w każdym razie twierdzę, że u nas jestem jedynym człowiekiem, który zaczął zupełnie explicite mówić o Formie.
Mnóstwo jest ludzi, którzy formę »uznają« (!), ale kto o niej mówi? Nikt — mimo, że już Arystoteles i t. d. Jest co najmniej dziwnem, że Grubiński, »uznający« formę, zamiast cieszyć się, że ktoś (ja) łamie sobie głowę nad stworzeniem systemu pojęć, umożliwiających mówienie o niej, stara się pracę tego kogoś zlekceważyć, zarzucając jej, że nie jest nowalją w rodzaju nowego sposobu tępienia pluskiew, lub usuwania złośliwych nowotworów w mleczu. Dlaczego jednak dotąd Grubiński nie napisał prawie ani jednego słowa w krytykach swych o formie i czemu sztuki jego, poza konstrukcyjnością, którą każda, nawet realistyczna sztuka mieć może, obciążone są takim balastem życia, że musimy uznać je za kwintesencję polskiego naturalizmu w teatrze? Na temat niestosownego żartu mego, który wtrąciłem niepotrzebnie w poważny odczyt (o tych 10.000 za streszczenie) rozpisuje się szeroko o niemożliwości streszczenia jakiejkolwiek sztuki, co jest w tem znaczeniu poprostu truizmem, a następnie »streszcza« moją sztukę w sposób zupełnie niedokładny, ale w ten sam sposób, w jaki streścił już x sztuk i ani słowa nie mówi o jej stronie formalnej. Twierdzę, że nie dość dokładnie słuchał mego odczytu, jak i inni. W całym odczycie moim starałem się zwrócić uwagę na nieporozumienie z ludźmi oskarżającymi mnie o dążenie do bezsensu życiowego jako takiego. Przed odsłonięciem kurtyny Grubiński powtarza sobie: »ma się odbywać bezsens« (!).
Nie będę z powodu »braku miejsca« prowadził dyskusji rzeczowej i powtarzał tych rzeczy, które publiczność pozna z chwilą wydrukowania mego odczytu w oddzielnej broszurce.