Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Teatr.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sanie programowe i wymyślanie »na zimno« sprzeciwia się moim artystycznym zasadom) to jednak w dwóch próbach wspomnianych okazało się jasno, że wymagają sztuki te pewnej zmiany w technice aktorskiej i sposobie wystawienia. Pomimo tego, że ośmieliłem się udzielić tylko niesłychanie skromnych wskazówek reżyserom, a z artystami nie mówiłem o nich wcale, obie sztuki moje były odegrane znakomicie. Może nie był to ideał, może faktycznie zadużo było jeszcze trochę realizmu w bardzo małych szczegółach, co może być też moją winą, wskutek zbytniego jeszcze obciążenia Czystej Formy życiem, ale wziąwszy pod uwagę przyzwyczajenie aktorów do zupełnie innych rzeczy i n. p. krótki czas przygotowania »Tumora M.« rezultat (oczywiście dotąd dla nie wielu) był zdumiewający. Powtórzę tu w krótkości to, czego według mnie powinno się wymagać od aktora.
Aktor nie powinien rozumieć sztuki w tem znaczeniu jak dawniej t. zn. po zrozumieniu dokładnem fabuły starać się postawić siebie w położenie życiowe postaci w niej występujących. Powinien tylko starać się odczuć sztukę pod względem formalnym, a pomożenie mu w tem jest przedwstępnem zadaniem reżysera. Nie chodzi tu o wartości efektów bezwzględne, tylko o ich ustosunkowanie. Główną rzeczą jest tu ustanowienie granic siły dla punktów węzłowych sztuki, aby bez bebechowego, uczuciowego działania, którem zawsze efekt o charakterze życiowym zrobić można, otrzymać takie rozłożenie napięć w całości rzeczy, dla którego wystarczyłyby nieuczuciowe, zimne, retoryczne wypowiedzenie dla zaakcentowania napięć dynamicznych formalnych. Jest to zadanie podobne do ustosunkowania barw w obrazie. O ile n. p. zacznie się od części, która nie ma być najjaśniejsza i zrobi się ją za jasno, na jaśniejsze miejsce nie wystarcza wtedy stopnia jasności i obraz albo musi być stono-