Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Teatr.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdybym wierzył w dobrą wolę p, B. mógłbym tylko powiedzieć: »kochany Emilu: przeczytaj moją książkę po raz drugi, a jeśli czego nie zrozumiesz, to ci wytłómaczę«.
Co to jest »przedmiot, będący naiwną naturalistyczną apercepcją« można się domyślić z trudem, ale jako takie zdanie to jest kompletną bzdurą.
Zasadą Tożsamości Faktycznej Poszczególnej nazywam zasadę jedyności każdego Istnienia Poszczególnego i każdego momentu jego trwania w nieskończonem Istnieniu w całości, przyczem niema konieczności absolutnej takiego właśnie, a nie innego istnienia i momentu trwania. Pojęcie to jest prawie równoznaczne z pojęciem »contingence« w systemie Leibniza. Poza tą zasadą stoi tylko system Absolutnej Prawdy Ontologji, logika i matematyka. Wszystko, co jest tą zasadą objęte może być w pewnych granicach wyjaśnionem genetycznie, lub przyczynowo.
Nazywam słowa i działania elementami artystycznemi złożonemi, ponieważ elementy te posiadają pierwiastek zmysłowy i znaczeniowy. Nic to niema wspólnego z jednością, lub złożonością pojęcia w znaczeniu logicznem. Nie wiedziałem, że dźwięki (!) »dopuszczają konstrukcję formalną w zamkniętej przestrzeni«. Ładna polszczyzna i sens równie ładny! Ale co to znaczy. że »źródłem i motywem (!) każdego pojęcia jest jego życiowość, a więc antyformalność?« Ejże — czy każdego? To znaczy może, że gdyby nie było istot żywych, o pewnym stopniu w hierarchji Istnień, nie byłoby aktualnego operowania pojęciami, nie byłoby znaków, posiadających znaczenia. Ale co ma wspólnego ten truizm z logiką i z wartością pojęć jako elementów artystycznych? Tak jakby ktoś twierdził, że ponieważ farby służą do chronienia przedmiotów od rdzy, a dźwięki do porozumiewania się, nie mogą one być czystemi elementami Sztuki.