Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Teatr.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dzimy się jeszcze na napięcia kierunkowe na obrazie, bo ostatecznie w granicy możemy sobie wyobrazić obraz bezprzedmiotowy. Ale bezosobowa, bezprzedmiotowa konstrukcja na scenie jest już absolutną fikcją, czemś w rodzaju pierwiastka z minus jeden. Nieprawda! Jest Czysta Forma na scenie dla tych, którzy zrozumieją, że tak, jak znaczenia pojęć w poezji, tak samo działania, połączone z wypowiedzeniami na scenie są takiemi samymi elementami konstrukcji teatralnej, jak dźwięki i barwy w muzyce i malarstwie. Nie jest to »umuzykalnienie« malarstwa i teatru, jest to »umalarzenie« jednego i »uteatralnienie« drugiego — jest przypomnieniem artystom i widzom istotnej wartości tych Sztuk, tej wartości, przez którą przemawiają do nas z głębi wieków dzieła wielkich mistrzów, bez względu na różnice »sposobów patrzenia na życie i przedmioty« — wartości formalnej.
Gdzież jest kryterjum tej wartości? Ci, którzy twierdzą, że kryterjum to »gdzieś być musi« ulegają fikcji i w ostateczności opierają się o t. zw. vox populi, czyli o glosowanie mas. Kryterjum objektywnego niema. Nie byłoby wtedy artystów nieuznanych, walki o nowe formy, t. zw. »kołtuństwa« i nieporozumień. Przystawialibyśmy do każdego dzieła jakiś przyrząd i strzałka na cyferblacie wskazywałaby kolejno: to »knot«, to »arcydzieło« i wszystkie ich stopnie pośrednie. Dzieła Sztuki oceniane bylyby z tą samą nieomylnością z jaką oceniamy twory praktyczne: mosty, elektromotory, lokomotywy i t. p. Fikcja objektywnej krytyki i kryterjów wyrosła na tle realizmu — porównywania »treści« Sztuki z jakimś, chociażby z najnędzniejszej duszy wyciągniętymi schematem rzeczywistości.
Gdy dziś tłumy podziwiają dawne obrazy, lub