Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Pożegnanie jesieni.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


transmisji w potwornych machinacjach innych skupień tegoż kapitału, w rękach jakichś potężnych gojów z Zachodu. Wszystko jedno — niech interes idzie, a może kiedyś... A może to złudzenie? Jakieś szare oliwki na kamienistych wzgórzach Palestyny i cicha Wisła, wśród srebrnych wierzb, obrosła mrowiem żydowskiej nędzy i Rotszyldy, Mendelsony i Bleichrödery (a może Bleichröder nie jest żyd — kto to wie napewno, jeden z tych, których to nic nie obchodzi i który się nic na tem nie rozumie) — wszystko razem wplecione we wszechświatową koncentrację przemysłu i, postępującą z nią razem, organizację mas i wizja żydowskiego państwa w mózgach przerażonych gojów, masoni, dancingi i trujące gazy i wschód, ten prawdziwy, naprawdę tajemniczy oddzielony już wżerającą się weń cienką warstewką rosyjskiego komunizmu od reszty świata, puszczający macki i tu i tam na zachód — wszystko to przemknęło przez umęczoną głowę Atanazego, gdy zczepił się oczami z „tą“, z tym kwiatem kobiecego bestjalstwa, wyrosłym na tym właśnie moczarze. „Te bestje nie zdegenerują się tak prędko, jak my. Może gdzieś w szarej miazdze społeczeństwa - mrowiska zrównamy się — ale teraz one mają przewagę zdrowej siły. Oczywiście dlatego inwersja organizuje się tak gorączkowo, tępiąc normalną pornografję w sztuce“, zdołał pomyśleć Atanazy, nim zapadł w lazurową, palącą się nieziemskim, a jednak tak zmysłowym ogniem, otchłań tych jedynych na świecie oczu. „Czemu ja się przed nią bronię — i tak moje życie jest nic nie warte. — O — w takiej chwili czemu nie jestem artystą — usprawiedliwiłbym wszystko w paru tonach, w jakichś nędznych bohomazach i byłbym szczęśliwy.“ Helą wstrząsnął dreszcz wstydu i dusza jej uleciała razem z dźwiękami organów, tłukąc się z dziką żądzą nieskończoności o granice wszechświata. „Nie“ — pomyślała naiwnie — „to życie, które mi darował ON, tam w Niebie,