Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Pożegnanie jesieni.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w istocie prawdziwej kobiety) w nowy wymiar urzeczywistnień i znajdowało w tem swoje najgłębsze usprawiedliwienie. W końcu pomięszało się wszystko tak jedno z drugiem, że nic już nie wiadomo było gdzie się zaczyna pożądanie gwałtu, a kończy wielka miłość, intelekt i erotyczne perwersje, prawdziwe przywiązanie i próżność — wogóle gdzie się kończy tak zwana dusza, a zaczyna ciało: Zosia dojrzewała, stawała się naprawdę kobietą. Ogólnie mówiono, że w okresie tym była „wprost urocza“. Jej dziewczynkowato-bestyjkowata piękność (raczej ładność), prześwietlona promieniowaniem, ukrytych jeszcze w rudach, promienio-twórczych materjałów na przyszłą matkę, nabrała odcienia pewnej niedostępności i dalekości. To podnieciło w zupełnie nowy sposób Atanazego: „Wielka miłość“ zmniejszała się teraz u niego proporcjonalnie do fizycznego podobania się narzeczonej. Zdawałoby się więc, że wszystko szło ku lepszemu, ku większej równowadze i stałości, gdyby nie pewne spęknięcia, rozprucia, naderwania i rozlazłości, będące wynikiem ostatnich przeżyć. Ukazywał się niejasny wyższy horyzont (jakby gdzieś w chmurach) nowych wartościowań i niepokojących porywów w sferę dotychczas nieznaną, posiadającą społeczne poniekąd kryterja dla oceny chwil codziennych, dotąd z beztroską mimo smutku ulatujących w dal obojętnej przeszłości. Atanazy sam nie zdawał sobie sprawy z istoty zachodzącej przemiany, ale niejasna całość problemów tych zarysowywała się w postaci złowrogiego pytania: „kim jestem? — a dalej: „do czego mam prawo? — kim mam być? — jakie są moje granice?“ Pytania te nie miały nic wspólnego z możliwemi odpowiedziami rzędu n. p. takiego: „byłem aplikantem adwokackim, teraz żenię się z miłości, dość bogato, chcę pisać szkice z pogranicza filozofji i socjologji“ — zjawiały się w innym niż dotąd wymiarze. Nie były to dawne poszczególne kwestje życiowe, problemy pro-