Przejdź do zawartości

Strona:PL Spyri Johanna - Heidi.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.
ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY.




ODPŁATA.


Nazajutrz o świcie kroczył doktór wraz z Pietrkiem i stadem kóz stromą drogą od osiedla ku hali. Usiłował kilka razy nawiązać rozmowę z koźlarczykiem, ale otrzymywał w odpowiedzi urywane jeno, niechętne słowa. Pietrek nie łatwo dawał się wciągnąć w rozhowory, to też doszli w milczeniu do chaty dziadka, gdzie czekała już Heidi z dwoma swemi kozami, a cała ta trójka była rześka i wesoła, jak słoneczny poranek w górach.
 — Czy idziesz? — spytał jak zawsze Pietrek.
 — Oczywiście, jeśli i pan doktór pójdzie! — odparła Heidi.
 Pietrek spojrzał zpodełba na doktora.
 Dziadek przyniósł plecak z południowym posiłkiem, powitał z szacunkiem doktora, potem zaś zawiesił worek Pietrkowi na plecach.
 Cięższy był, niż zazwyczaj, gdyż Halny Dziadek włożył weń spory kawał różowego, smakowitego mięsa, w przypuszczeniu, że doktorowi spodoba się na pastwisku i spożyje tam obiad, razem z dziećmi. Na myśl o tym nieznanym przysmaku rozwarł Pietrek usta od ucha do ucha.
 Ruszono pod górę. Kozy otoczyły Heidi, potrącając się i odpychając wzajemnie. Trwało to przez czas pewien, wkońcu Heidi stanęła, mówiąc:

 — Dość tego! Teraz idźcie spokojnie przodem, ja zaś porozmawiam z panem doktorem.