Strona:PL Spyri Johanna - Heidi.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Połykasz tedy dalej łzy, nieprawdaż? A czy chętnie przebywasz we Frankfurcie?
— O, tak! — powiedziała zcicha tonem, który przeczył wprost tym słowom.
— Hm! Dotąd żyłaś w domu dziadka?
— Tak, na hali, od dzieciństwa.
— Nie jest to chyba bardzo wesołe, ale raczej nudne życie.
— O nie! Tam tak pięknie!
To wspomnienie wyczerpało opór dziecka, łzy pociekły obficie, a gwałtowne łkanie zaczęło wstrząsać jej ciałem.
Doktór wstał, położył dłoń na głowie Heidi i rzekł:
— Wypłacz się, dziecko, potem śpij spokojnie. Jutro wszystko będzie dobrze.
To powiedziawszy, wyszedł.
Wrócił do wartowni, gdzie pan Sesemann czekał z zaciekawieniem wyjaśnienia.
— Słuchaj! — powiedział przyjacielowi. — Twoja wychowanka jest lunatyczką i całkiem nieświadomie grała rolę ducha, strasząc wszystkich domowników. Powtóre źre ją tęsknota za domem, tak że wyschła niemal na szkielet. Tu trzeba doraźnej rady. Wielkie podniecenie nerwowe pogarsza wysoce pierwszą sprawę, a samo w sobie jest drugą poważną sprawą. Mam na jedno i drugie jedną tylko receptę. Trzeba to dziecko odesłać do domu, na rzeźwe, górskie powietrze.
Pan Sesemann wstał, zaczął biegać po pokoju i powtarzać raz po raz:
— Lunatyczka! Chora! Tęskni za domem! Wychudła u mnie! Czy sądzisz, że odeślę dziadkowi chore i wychudłe dziecko, które przybyło do mnie zdrowe i silne? Nie, nie, tego nie uczynię. Weź się do Heidi, lecz ją, rób co trzeba, potem zaś ją odeślę, gdy ozdrowieje, teraz za nic!
— Przyjacielu! — odparł doktór poważnie. — Zważ, co chcesz uczynić! Dziecko nie zapadło na chorobę, którąby le-