Strona:PL Spyri Johanna - Heidi.djvu/031

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Czy to moje mleko? — spytała, patrząc z upodobaniem na ponętny kwadrat z miseczką pośrodku.
— Twoje! — odrzekł. — A także twój jest ten duży ser i chleb. Gdy wypijesz, dostaniesz drugą miseczkę mleka od Białuszki. Potem ja się napiję.
— A skąd weźmiesz mleka?
— Wydoję swoją kozę, tę krasą. No, zaczynajże.
Heidi wypiła naprzód mleko, a Pietrek napełnił miseczkę powtórnie. Heidi odłamała sobie kawałek chleba, resztę zaś, wraz ze sporą porcją sera, co razem było większe od całego zapasu Pietrka, z którym się już niemal załatwił, podała mu, mówiąc:
— Weź to sobie, ja mam już dość.
Pietrek spojrzał na Heidi, oniemiały, bowiem przez cały ciąg życia, nikt nie powiedział mu i nie uczynił dlań dotąd nigdy czegoś takiego. Zawahał się, nie będąc pewny, czy to prawda, ale Heidi wzięła chleb z serem i położyła na kolanach chłopca. Przekonawszy się wkońcu, że to sprawa na serjo, skinął głową na znak podzięki i uznania, potem zaś wyprawił sobie ucztę, niepamiętną od czasu kiedy pasał kozy. Heidi patrzyła ustawicznie na kozy, potem zaś rzekła:
— Czy znasz ich imiona?
Pietrek znał je doskonale, a mógł to pomieścić w głowie tem łatwiej, że nie zawierała pozatem wielu innych zbytecznych zapasów. Wymienił bez omyłki wszystkie imiona, wskazując palcem każdą kozę zosobna. Heidi słuchała z zaciekawieniem wykładu i nauczyła się niedługo nazywać je i odróżniać, bowiem każda posiadała łatwe do zapamiętania cechy. Trzeba było tylko patrzeć uważnie, a Heidi czyniła to właśnie. Naprzykład, wielki Trykacz, o silnych rogach, usiłował ciągle bóść towarzyszy, a oni uciekali, niemal zawsze, nie chcąc mieć nic do roboty z grubjaninem. Tylko mała, zręczna kózka, Ziębulka, nie unikała napaści. Przeciwnie zaczepiała go sama często po