Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/470

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


EDYP.

       800 Gdzież ty, o dziecię?

ANTYGONA.

Uwodzą mnie gwałtem.

EDYP.

Wyciągnij ręce ty ku mnie.

ANTYGONA.

Nie mogę.

KREON.

Nuże więc, prędzej!

EDYP.

Ja biedny, nieszczęsny!

KREON.

Więc ty już nigdy na dawnych podporach
Kroczyć nie będziesz. Lecz, że chcesz przewagi
       850 Nad krajem twoim, krewnymi, przez których
Ja tu posłany, choć jestem ich władcą,
Więc przeważ! Z czasem, wiem ja to, rozpoznasz,
Ze ani teraz nie dobrze poczynasz,
Aniś poczynał, gdyś krewnym się oparł,
       855 Idąc za gniewem, co wiecznie cię nęka.

CHÓR.

Stój tu, przybyszu.

KREON.

Precz z ręką odemnie.

CHÓR.

Ja cię nie puszczę, gdyś porwał tych dwoje.