Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/392

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I teraz, synu, kiedy, jak się zdaje,
Przerwa i ulga w złem mojem nastała,
Weź mnie, o miły, ty sam, uwieź z sobą,
       880 Byśmy, gdy raz się zło moje przesili,
Weszli na pokład i w drogę ruszyli.

NEOPTOLEMOS.

O, jak się cieszę, widząc wbrew nadziei,
Jakeś się dźwignął z cierpienia i żyjesz,
Bo wśród napadu już pewne oznaki
       885 Jakoby na zgon wskazywać się zdały,
Więc zbierz się teraz, lub, jeśli zezwolisz,
Dźwigną cię ludzie; na zwłoki nie pora,
Skorośmy obaj powzięli chęć działać.

FILOKTETES.

Dzięki ci synu; sam dźwignij łaskawie,
       890 Tamtych nie trudząc, by im nie obmierzła
Zła woń przed czasem; bo dosyć przykrości
Jeszcze zażyją przezemnie na morzu.

NEOPTOLEMOS.

Więc dobrze, ale wstań i sam się zaprzyj.

FILOKTETES.

Owszem; toć dawno sam stawać przywykłem.

NEOPTOLEMOS.

       895 O biada! ale cóż pocznę ja dalej?

FILOKTETES.

Cóż znów o synu, gdzież zmierza ta mowa?

NEOPTOLEMOS.

Nie wiem, jak słowa obrócić bezradne.