Strona:PL Sofokles - Antygona (Kaszewski).djvu/36

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.
    Kreon.

    Nie chcę dopuścić do nieposłuszeństwa.


    Przodownik Chóru.

    Głupi się chyba po śmierć iść poważy.


    Kreon.

    Choć kara pewna, lecz pomnieć nie wadzi,        60
    Że chciwość zysku często źle poradzi.

    (Wchodzi Strażnik).


    Strażnik.

    Ja ci nie powiem, żem bez tchu, o panie!
    Żem lekką nogą biegł na twe spotkanie.
    Nieraz mnie owszem strach chwytał za nogi,        65
    Nieraz mi szeptał, abym wrócił z drogi.
    I dusza w różnem mówiła mi słowie:
    — „Gdzie pędzisz? biedny! nie śpiesz, tam jedynie
    Zguba twa:“ To znów: „Lecz Kreon się dowie
    Od innych o tem; kara cię nie minie“.        70
    W takichto myślach wolniała ma noga,
    I krótka, długą stała mi się droga.
    Tu wreszcie przybyć rozwaga radziła,
    A choć wieść moja, wieść nader niemiła,
    To wszakże inna nie czeka mnie biada        75
    Prócz tej, co z woli przeznaczeń przypada.


    Kreon.

    Cóż to jest? skąd ci ta trwoga przychodzi?


    Strażnik.

    Wprzód, co mnie tyczy, powiem: w zajściu całem.
    Nie ja-m jest sprawcą, sprawcy nie widziałem,
    Mnie tedy karać za to się nie godzi.


    Kreon.

    Bardzoś ostrożny i w obronie biegły:        80
    Więc coś ważnego słowa twe zastrzegły.


    Strażnik.

    To ciężar strachu tak człowieka gniecie.


    Kreon.

    Więc, lub precz ruszaj, lub raz gadaj przecie!


    Strażnik.

    A więc ci powiem. Ktoś się zdobył na to,
    By trupa złożyć jakoby w mogile;        85