Strona:PL Sofokles - Antygona.djvu/084

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Tak Kreon zdawał się godnym podziwu,
On, co wyzwolił tę ziemię od wrogów
I jako władca jedyny nad krajem
Rządził, potomstwem ciesząc się kwitnącym.
       1165 A dziś to wszystko — stracone. Bo radość
Jeśli w człowieku przygaśnie, to trzymam,
Że on nie żyje, lecz żywym jest trupem;
Gromadź bogactwa do woli w twym domu,
Świeć jako tyran na zewnątrz: gdy cieszyć
       1170 Tym się nie można, to reszty tych skarbów
Ja bym nie nabył za dymu cień marny.


CHÓR

Jakąż ty znowu wieść niesiesz złą księciu?


POSŁANIEC

Skończyli... Śmierci ich winni, co żyją.


CHÓR

Któż to mordercą, któż poległ, o rzeknij!


POSŁANIEC

       1175

Hajmon nie żyje, we własnej krwi broczy.


CHÓR

Z ojca czy z własnej zginąłże on ręki?


POSŁANIEC

W gniewie na ojca mordy sam się zabił.


CHÓR

Wróżbito, jakżeś czyn trafnie określił!


POSŁANIEC

W tym rzeczy stanie dalszej trza narady.


CHÓR

       1180

Lecz otóż widzę biedną Eurydykę,
Żonę Kreona; albo się przypadkiem
Pojawia, albo słyszała o synu.