Strona:PL Sielanki Józefa Bartłomieja i Szymona Zimorowiczów.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I nadziei; a skoro gruntowną umowę
Uczyni, bierze wieńce rozkwitłe na głowę;
Gdy zaś stanie przymierze ślubne, po nicm gody,
Na końca wyrastają małżeńskie jagody,
Z nich plemienia ludzkiego nieprzebrana tłuszcza
Rojąc się światu temu zgrzybieć nie dopuszcza,
Coraz pod stare strychy młodż nową podsadza,
Którą śmierć zatrzymywa, czas łakomy zdradza.
Samego tylko stanu małżeńskiego ksieni
Wszystkokrotna nie przetrwa, ani wykorzeni;
Insze stany prędkoby dawuością ustały,
Gdyby z małżeństwa świeżych posiłków nie brały.
Trzykroć szczęśliwa paro! z ciebie jako z płodnych
Dwu szczepów wiele wznidzie owoców dorodnych.
Bezpieczniej polatują dwie synogarlice,
Ochotniej pnie się w górę bluszcz wsparty na tyce,
Wdzięczniejszy odgłos bye z dwu szpinetów zgodnych,
Większy zapach z dwu lilij wypada ogrodnych,
Bystrzej płyną dwie rzece do kupy spuszczone,
Trwalsze w ciągnieniu konie do pary sprzężone,
We dwa rzędy sadzony ogród kształtniej stoi,
Dyament w kaście złotym jaśniej światłość dwoi,
Głośniej dwa słowikowie śpiewają świebodni,
Weselej zapalonych gore dwie pochodni:
Tak i wy w jedno życie z obojga wcieleni
Z obudwu stron będziecie żyć błogosławieni.
Tego wam niebo życzy, które swe pałace
Wyprzątnione przez wasze chce osadzić prace;
Tego wam świat uprzejmie winszuje wesoły,
Na uczestnictwo wasze gotując żywioły;
Tego ojczyzna, tego i ja sam bogato
Użyczyć chcę waszemu spółkowaniu za to,
Że wy wziąwszy przed oczy zacny wyrok boski,
W tył rzuciwszy frasunki, trudy, koszty, troski,
Nie ścieszkami ciasnemi, nie manowcem skrytym,
Aleścic się puścili w zawód torem bitym.
Bieżcież, nie ustawając w chwalebnym zakonie,
Do kresu, gdzie macie wziąć dwie złote koronie;
Oto za was Kupido (nie ów co się lągnie
W Pafie) lecz Amor boży to jarzmo pociągnie,
On sam wasze ciężary na swą wziąwszy szyję
Ulży wam i w cieniu was swych skrzydeł zakryje,
Żeby wam nie zaszkodził ogniem dziennym ani
Febus jasnogorący, ani nocna pani.
On otoczywszy piórtui lotnemi ramiona,
Wyniesie was z niskości tych nad Oriona.
Onoż i siostra jego Zgoda, duszę z duchem
Lutując, przepasuje was wiecznym łańcuchem;
Ta skroniom waszym roże gotuje wyborne,
Ta słodkobrzmiąwy lutni ćwiczy strony sforne,