Strona:PL Sielanki Józefa Bartłomieja i Szymona Zimorowiczów.djvu/090

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jeszcze nie przeminęło całe pół miesiąca,
A już śmierć dobierała piątego tysiąca;
Przetoż wszystkim się zdało, by i skórą własną
Ubłagać psów zajadłych archandyą straszną.
Jako gdy więc na korab misurski ładowny
Uderzy zapalczywie Boreas sztnrmowny,
Wyrzuca szyper w morze najbogatsze kupie:
Tak miasto postąpiło sobie w tym okupie,
Żeby nie poszło wszystko w drobiuchne robaki;
Nie tylko suknie z grzbietów, a z głów swych kołpaki,
Lecz musiało z skrzyń złoto, z sklepów dać towary,
Nawet srebro kościelne wydano od fary:
Poszły na łup Tatarom kadzielnice, krzyże,
Tabliczki srebrne, ruskie ramoty i ryze;
Z tych na większą zelżywość obrzydli złodzieje
Dali koszulki wierzchne robić i teleje:
Z których nas kubków przedtem przyczaszczali popi,
Gorzałkę niemi pili nieszlachetni chłopi.
Otóż nam prawosławni cerkiewni miernicy
Pięknie wiary bronili greckiej i świątnicy:
Nie dosyć było cerkwie przedmiejskie im złupić,
Że się każda musiała jako bóbr okupić,
Którakolwiek zostawać nie chciała popiołem —
Ale i miejską cerkiew odarli ogółem.
Tymczasem gdy rokują starsi o pokoju,
Młodsi nie przestawają zaczętego boju,
Codzień siarczystym gradem często plują na się,
Wiele ich z obydwu stron ginie w tym hałasie,
Ryczą bez odpoczynku moździerze i działa,
Nawet za wały czynić wycieczki młodź śmiała
Wypadłszy w małym poczcie, łupieżników straży
Z klasztorów osadzonych wyparła dwa razy,
Gdzie nabrawszy zdobyczy, farbownych proporców,
I samych prowadziła żywcem petyhorców,
Którzy nie poruszeni żadnej śmierci strachem
O to tylko prosili, by jednym zamachem
Dusze z nich wystraszono, a w śmiertelnem ciele
Nie dano się im bawić długo, męczyć wiele.
Takie ich bespieczeństwo było i na kraju
Życia, tak rozumieli, że prosto do raju
Iść mieli, którzykolwiek w tej wojnie polegli;
Przetoż na śmierć z ochotą jako na miód biegli,
Ani sobie tej burdy za grzech poczytali;
Kto był onej przyczyną, tego winowali,
Owszem jawnie mówili, że te wszystkie zbrodnie
Z woli boskiej czynili i słusznie i godnie.
Sam hetman pierwszej nocy, skoro słońce zgasło:
Strach boży bije Lachy, dał setnikom hasło,
A kiedy go proszono, żeby swym zakazał
Niewinnej krwie przelewać, do nieba ukazał