Strona:PL Sielanki Józefa Bartłomieja i Szymona Zimorowiczów.djvu/076

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Postąpili złupiwszy nas samych, i dziatki
Wydali nasze niecnym Tatarom na jatki;
Na chudobę, na duszę, na krew swojej braci
Niewinną nastąpili niezbłagani kaci.


Wojdyłło.

Tak się z nami obiema tego roku stało:
Zdarto nas do koszule, potem grzeszne ciało
Haniebnie skatowawszy, gorzej niż na męce,
Za lada co w pogańskie zaprzedano ręce.
Tak to wierni druhowie, nie, raczej psi wściekli;
Sam tylko nam bóg pomógł, iżeśmy uciekli
Z więzów nieprzyjacielskich; już to trzy niedziele,
Nic nie uniosłszy, tylko trochę duszy w ciele.


Dorosz.

Cóż mi to powiadacie, jakobym w tej szkole
Nie był i ja i w tymże nie leżał rosole!
Nie uszedłem powszechnej z wami tarapaty,
Popalono mi gumna, stodoły, pnie, chaty,
Czeladkę, jakoby proch, na który wiatr wionie
Gwałtowny, rozpuszczono w jednejże godzinie.
Bydła mi nie zostało ani żadnej sierci,
Sam także wróciłem się zaledwie od śmierci.


Ostafi.

O Doroszu, Doroszu! na jakieśmy czasy
Przyszli, o których starsi nie słychali nasi,
Czegośmy nieszczęśliwi ludzie doczekali!
Słudzy nam, hej niestetyż, słudzy panowali,
Nasi właśni najmyci, smrodliwi gnojkowie,
Nam panom swym dziedzicznym usiedli na głowie:
Ono chłopstwo nikczemne, bezecni hultaje
Szczęśliwe niegdy ruskie splondrowali kraje,
Które miodem i mlekiem przedtem opływały,
Dziś się łzami gorzkiemi, krwią swoją zalały.


Dorosz.

Kto się kiedy spodziewał, żeby wypaść miały
Z tak maluchnej iskierki tak wielkie zapały,
Których ani obfite łzy ugasić mogą,
Ani krew wytoczona powodzią tak srogą!
Nie umiano tej iskry zalać wody kropią,
Teraz pożóg jej wielki rzeki nie zatopią.
Do takiej więc niewoli zbyteczne swobody
I łakomstwo przywiodło do tak znacznej szkody,
Że wszystkie zbiory nasze i ozdoby pańskie
Poszły na łup poddanym i w ręce pogańskie!
Wyrabowano miasta prawie aż do gruntu,
Które nie pomagały zdrajcom tego buntu,