Strona:PL Sielanki Józefa Bartłomieja i Szymona Zimorowiczów.djvu/071

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A jaką wagę mają przysięgi Wenery,
Taką wyroku tego będą mieć litery. —
Co obiecał, to ziścił nie zadługo potem
I oświadczył swój upor przykładem owo tym.
Leży miejsce Lwipola stołecznego blisko,
Dla piękności pradziwe boże dziwowisko,
Na nie wszystkie ozdoby natura swe wzniosła:
W pośrodku stoi góra do nieba wyniosła,
Z niej może człek dorzucić tak daleko okiem,
Ile przez dzień kroczysty kóń przepędzi krokiem;
Na karkach jej obłoki wspierają się wierzchnie,
Tam słońce wprzód oświta i najpóźniej mierzchnie;
Z tej strony od południa przekopy tajemne
I pagórki ją kołem obeszły przyjemne,
Jedne łyse, a drugie odziane leszczyną,
Niektóre gałęziste okryte buczyną;
Miejscami stoją sosny i wyniosłe jodły,
Doliny się żywemi oblewają źródły,
Z nich gdy uciekająca woda wodę goni,
Po głazach chropowatych głośno bieżąc dzwoni.
Na północy równina nieprzejźranem okiem
Pędzi do Bugu Połtew ochotnym potokiem;
Około niej to łąki, na nich gęste stada,
To role, po nich Ceres chodzi z sierpem blada.
Miła rzecz oku widzieć z wysokiej wierzchnicy
Bliskie pagórki, lasy, pola w okolicy.
Tu niekiedy on przedni, on poeta, który
Wszystkich Lachów rzymskiemi wyżej przeniosł pióry ,
Zwabił Muzy Bistrzyckie, Jowiszowe plemię,
Gdy malował wybornym pędzlem ruską ziemię.
W tych pastwiskach Semian przejmował najpierwszym
Sykulskiego pasterza dojne kozy wierszem.
Wszak wierszem (mówi Damon) gładkim każdy może
Przewabiać na swą stroną i mleczno i zboże.
Na tem miejscu Filemon z Zacharkiem, chłopięta
Rodzeni, zwykli pasać domowe koźlęta;
Do nich dwoje pacholąt równych niemal laty,
Lecz urodą celniejszych, na rożane kwiaty
Częstokroć przychodziło, na gadki dziecinne
I zabawki tym latom przyzwoite inne.
Zrazu się ich chroniły one pastuszęta
Rozumiejąc, że dworskie były to panięta,
Aż kiedy spółkowali częściej z sobą z bliska,
Strojąc żarty niedoszłe i proste igrzyska,
Poważyli się pytać, coby za rodziny,
Coby za imion były tak piękne dzieciny?
Ażci młodszy przechera rzecze z onej pary:
Matka nasza Cukrusia, pan ojciec z Lipary
Kowal chromy, braciszka Biłozorem zowią,
Mnie Kanarkiem. — A cóż tu robicie? ci mówią.