Strona:PL Sielanki Józefa Bartłomieja i Szymona Zimorowiczów.djvu/037

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bo nie bronią kowaną, nie hartowną stalą
Nagle zbolałe ciała na ziemię się walą,
Ale od wiatru tylko zaraźliwej pary
Mizernie kończy lata lud młody i stary.
A my przed boską karą i przed jego mieczem
Kędy się ukryjemy, abo gdzie ucieczem?
Jeżeli na obronne ustąpimy wieże,
Których całą noc warta nieuspiona strzeże:
I tam nas rózga tegoż karania dosiągnie,
Skoro swą jednowładzca potęgę rozciągnie.
Jeśli się zaś wpuścimy w bezdenne otchłani,
Kędy na wieczny ogień grzeszni są skazani,
I tu ciż, którzy cierpią nieprzeżytą mękę,
Znają przytomną sprawcy wielmożnego rękę.
Jednak chociaże pomsta każdego dogoni,
Chociaż się winowajca zły przed nią nie schroni,
Przecie, aby przed burzą nieuchronnej kaźni
Uległ człowiek i w obcym kraju zbył bojaźni,
Niektórzy pożegnawszy murowane gmachy,
Przenieśli się pod wiejskie niepocieszne dachy.
Tam wy o żałościwe ruskie płaczennice!
Wspomniawszy na dzień zejścia pięknej rowiennice,
Jakoście żałobliwie częstokroć jęczały,
Świadkami niech wam będą niebotyczne skały.
Dotąd jeszcze skargami w powiesistym gaju
Brzmią góry, brzmią i lasy w okolicznym kraju —
A jeszczeżby i mojej rym sielskiej Taliej
Nie miał pamięci oddać waszej trenodiej?
Powiem, jako każda z was i jakim sposobem
Lamentowała rzewnie nad jej zimnym grobem.


Olena.

Chlorys Nimfa młodziuchna kiedy wieńce wiła
Z barwinku, żałobliwie westchnąwszy mowiła:
Gdzie teraz one czasy moja złota Fili!
Kiedyśmy wonne wieńce na tej łące wili,
A Satyrowie dzicy pod zielonym gajem,
Rogi i piersi nagie otoczywszy majem,
Grali nam na multankach; tyś im me kochanie
Darowała wianeczek za takowe granie,
Oni, jakoby wieszczy będąc twego końca,
Grali ku twey uciesze do zachodu słońca.
Jeszcze wieniec nie uwiądł, któryeś ty wiła,
Tyś zwiędła, tyś się prędzej nad kwiat odmieniła.


Hafia.

Niedawno z mą Fillidą po tej niskiej łące
Zbierałam fiałeczki i róże woniące;
Jam zbierała, a Fillis przyśpiewując mile,
Poszła środkiem dąbrowy, w tem za krótką chwilę