Strona:PL Sielanki Józefa Bartłomieja i Szymona Zimorowiczów.djvu/028

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bespiecznem okiem, aż z pustej jaskini
Wynidzie kniemu podziemna bogini,
Śmierć niezbłagana, bez ciała, bez oczy
Z kosą do niego jadowitą skoczy
I krzyknie: Tyś to nieszczęsny Kupidzie!
Dany za giermka i syna Cyprydzie,
Żebyś się mojej potędze sprzeciwiał,
Żebyś znikomych ludzi płód ożywiał?
Co teraz myślisz bezecna hołoto?
Pójdziesz, gdzieś nie był, poznasz, co jest Kloto. —
Strachem tak nagłym dziecina przejęta
Krzyknie: O matko moja, matko święta!
Folguj mi, wszak ja pod twą źartką kosę
Naród człowieczy bez przestanku płoszę —
Co większa, od tej chwili na twą stronę
Lud skazitelny bez liku pożonę. —
To mówiąc napnie łuk i strzałą żywą
Zajmie po kościach śmierć nielutościwą —
Ażci odmiana prędka, bowiem ona
Jędza miłośną chęcią zapalona
Kosę i sajdak śmiertelny odrzuci,
A do szyje się Kupidowej rzuci,
Potem mu kołczan martwemi natkniony
Strzałami między zawiesi ramiony.
Wtem mój Kupido złociste rozwinie
Skrzydła z barków swych i, gdy się wywinie
Z ręku, piórami tak długo wiatr rzeże,
Aż na Pafijskie przypadł lotem wieże.
Tam obaczywszy matkę Erycynę,
Z płaczem jej powie takową nowinę.
Ona go ciesząc: Dziecię ukochane!
Czemu pobladły twe usta rożane?
Czemu się boisz? nie wiesz, że krwie boskiej
Nie dotykają śmiertelne przegróżki?
On też w nadzieję nie wątłego wieku,
Najmniej folgując biednemu człowieku,
Młodość i starość, panny i chłopięta
Równie zagania w niepozbyte pęta,
Napada niskie i ubogie stany,
Bierze w niewolą chudziny i pany;
Ludzie mądrości znacznej, wielkiej rady
Pod przykre jarzmo zewsząd pędzi stady,
Wszędy go pełno. Raz przechodząc błonie,
Szeroko w pięknym leżące Aonie,
Ujźry Symicha, młodego Symicha,
A on, gdzie skała Parnaska wypycha
Wody szemrzące, na głośnej cytarze
Pieśni wygrawa, a przed nim po parze
Tańczą boginie, Muzy i Charity,
Aż Terpsychore z konwaliej wity