Strona:PL Sielanki Józefa Bartłomieja i Szymona Zimorowiczów.djvu/014

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Samuiło.

Twa miluchna droga
Jako się ma? potomstwo wiedzie się wam zdrowo?


Miłosz.

Ta jakożkolwiek jeszcze, pan bóg zabrał owo.


Samuiło.

A wam nic nie zostawił dla przypłodku?


Miłosz.

Prawie
Z czworga ani jednego.


Leszko.

Nie bardzo łaskawie
Obszedł się z wami.


Miłosz.

Owszem, gdy z swej wiecznej rady
Drobiazgi te wziął od nas, pewniejsze zakłady
Mamy litości jego, bo te cztere świece
Zawsze przed nim pałając zawsze mu rodzice
Smutne przypominają, żeby za tę szkodę,
Abo raczej zysk, dał im stokrotną nadgrodę.
Dobra rzecz z bujną ziemią handlować, mówicie,
Kiedy cokolwiek w rolą nasienia wrzucicie
Odbierając je potem snopami plennemi;
I my, te cztery ziarna zagrzebawszy w ziemi,
Trzymamy nieomylnie o boskiej dobroci,
Że się nam ta iścizna i z lichwą przywróci.


Leszko.

Daj to, przecie mem zdaniem po panu bezpłodnym
Politowania dóm jest zostawiony godnym.


Miłosz.

Tak pospolicie mówią ludzie wedle ciała,
Lecz że nam szlachetniejsza cząstka się dostała
Skażeniu nie podległa, nie, jako bydlęta,
Szczęście ostatnie mamy rozmnażać cielęta,
Ale błogosławionej wieczności żyjemy;
Do niej, pókiśmy w ciele grzesznem, wędrujemy,
Tę od nas przepaść dzieli, środkiem której — oczy
Osierociałych Prut się nie wesoły toczy,
Rzeka grzęska i mętna, z płaczów rzewnych owych
I lamentów zebrana gorzkich pogrzebowych;
Za nią trzykroć szczęśliwe leżą rajskie kraje,
Kędy dzień ani wiosna wieczna nie ustaje