Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/046

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niech dłużej nie chodziem, wszech Ojcze, błędliwi,
Niech się złosny wściąga, zakwitną cnotliwi,
Wznieć Panie swą radość, którą masz z pobożnych

20 
A wyrwi swe dzieci z rąk ludzi niezbożnych.



XXIIII.

Włajco najwyższy, czemu
W mię gniewów swoich zaostrzone strzały
Puszczasz, by ból dawały?
Jeśli to na kaźń memu

Grzechu, nie wytrwa siła bolu temu.


Powietrze nie ma tyle
Ptaszków na sobie i Neptun mniej kryje
Ryb w stokach, gdzie sam żyje,
Niźlim ja za mej chwile

10 
Ciebie obraził, przykry cudzej sile.


Jak Ociec dobrotliwy,
Co się okrutnym synowi złosnemu
Stawi, złość przykrząc jemu,
Mnie karzesz, lutościwy

15 
Daj odpoczynek, gdym tak jest troskliwy.


Widzisz, gdy słońce wstawa
Świat oświecając: noc wilgotne cienie
Po wszytkich stronach żenie[1];
Serce me żal wyznawa,

20 
Z wzdychaniem słowa, z łkaniem łzy wydawa.


Tak zawżdy zamoczone
Są oczy moje a w męce mdlejące,
Jeśli cię łzy gorące

  1. stronach ziemie.