Strona:PL Schulz Bruno - Sklepy cynamonowe.djvu/075

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


skotał się błysku zrozumienia i śmiechu, śmiechu przyznania i porozumienia się, którym w końcu musiało się kapitulować.
Dziewczęta siedziały nieruchomo, lampa kopciła, sukno pod igłą maszyny dawno się zsunęło, a maszyna stukotała pusto, stebnując czarne, bezgwiezdne sukno, odwijające się z postawu nocy zimowej za oknem.
Zbyt długo żyliśmy pod terrorem niedościgłej doskonałości Demiurga — mówił mój ojciec, — zbyt długo doskonałość tego tworu paraliżowała naszą własną twórczość. Nie chcemy z nim konkurować. Nie mamy ambicji mu dorównać. Chcemy być twórcami we własnej, niższej sferze, pragniemy dla siebie twórczości, pragniemy rozkoszy twórczej, pragniemy jednym słowem, demiurgji. Nie wiem, w czyjem imieniu proklamował mój ojciec te postulaty, jaka zbiorowość, jaka korporacja, sekta, czy zakon nadawała swą solidarnością patos jego słowom. Co do nas, to byliśmy dalecy od wszelkich zakusów demiurgicznych.
Lecz ojciec mój rozwinął tymczasem program tej wtórej demiurgji, obraz tej drugiej