Strona:PL Rolland - Colas Breugnon.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

doznał gwałtów (w tej materji rozmowy toczą się często na ucho). Wszyscy często pytają z współczuciem Wincentego Pluviaut o stan zdrowia jego małżonki. Jest to dzielna kobiecina, a posiada też tę właściwość, że po każdym pobycie wojsk musi przydłużać pasek, gdyż staje się dziwnie krótki.
Składamy życzenia szczęśliwemu małżonkowi i ojcu, podziwiamy jego ochotność w służbie ojczystej sprawy, a ja żartem, bez zlej myśli klepię go po brzuchu, pełnym, nieposzkodowanym, podobnie, jak gospodarstwo tego spryciarza, które wśród ogólnej katastrofy jakoś nic a nic nie ucierpiało.
Wszyscy śmieją się wesoło, a dyskretnie, nie czyniąc przykrych aluzyj. Ale Pluviaut czuje się urażonym moim żarcikiem i udziela mi rady, bym lepiej pilnował własnej żony. Odpowiadam, że szczęśliwy posiadacz tego skarbu może spokojnie chrapać całą noc, nie obawiając się złodzieja. Naturalnie wszyscy mi przyznają słuszność.


∗             ∗

Ale zbliżają się dni sytości. Chociaż obecnie nie bardzo obfite, to jednak: zastaw się a postaw się! Idzie o reputację obywateli i całego miasta!