Strona:PL Rolland - Colas Breugnon.djvu/340

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

w świecie i słucham sporów młodych ludzi. Podziwiam ich, przytakuję, a w cichości czekam sposobnego momentu, by ich tam zawieść gdzie mi się podoba.
Czterej synowie moi siedzieli tedy przy stole. Po prawicy tkwił Jan-Franciszek, bigot-katolik, po lewicy Antoni hugenot z Ljonu. Nie patrzyli na siebie wcale, szyje ich oprawione były w sztywne kołnierze, plecy obciągnięte suknem, a kuperki z dystynkcją zadarte. Jan-Franciszek był rumiany, świeży, miał uśmiech na twarzy, a oczy surowe. Mówił ciągle o swych interesach, zasobach pieniężnych, powodzeniach, wychwalając sukno i Pana Boga, który popierał jego handel.
Antoni wygolony, z kręgiem włosów poniżej brody, niemiecką, czy angielską modą, blady, zimny, sztywny, ponury, mówił, jakby do siebie o swych obrotach księgarskich, podróżach do Genewy i także wychwalał Boga, ale dawał do poznania, że to całkiem inna osobistość. Mówili naprzemian, ale nie zwracali uwagi na słowa poprzednika, podejmując ciągle swój własny refren.
Nakoniec obaj przeszli na kwestje religijne. Franciszek sławił potęgę prawdziwej wiary, Antoni rozpowiadał o postępach wiary prawdziwej