Strona:PL Rolland - Colas Breugnon.djvu/331

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

o rodzinie, szatanie, wszystkich świętych, Marcinie i Martynce... Nie istnieje dla ciebie nic, prócz tej przeklętej książki.
Roześmiałem się. Zauważyłem już oddawna złe spojrzenie rzucane w mą stronę, gdy przychodziła rano i widziała, że śpię ze swoim umiłowanym Plutarchem. Kobieta nie jest zdolna pokochać książki miłością bezinteresowaną. Widzi w niej rywalkę, lub kochanka. Czytając, kobieta czy dziewczyna oddaje się bohaterowi, oszukując mężczyznę. Dlatego, widząc że mężczyzna czyta, sądzi, że ją zdradza.
— To wina Św. Marcina! — odparłem — Nie pokazuje się. Zabrał do nieba swoją połowę płaszcza i poszedł. Córko moja, zapamiętaj, że nie należy dać zapominać o sobie. Kto znika, o tym świat zapomina.
— Nie potrzebuję tej nauczki. Gdziekolwiek jestem, wszyscy o mnie wiedzą dobrze!
— Racja! Wszędzie cię widać, a jeszcze bardziej słychać. Dziwię się, że nie zwymyślałaś mnie dzisiaj. Czuję brak besztaniny! Ano... zaczynaj!
Odwróciła głowę.
— Na nic się nie przyda! — odburknęła.
Żal mi się jej zrobiło, więc powiedziałem:
— Chodźże, pocałuj mnie! Zapomniałem o Marcinie. Dziś twoje imieniny...