Strona:PL Rolland - Colas Breugnon.djvu/329

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
XIV.
KRÓL SIĘ BAWI
Św. Marcina (11 listopada).

Ciepło się zrobiło na świecie. Powietrze muskało człowieka tak rozkosznie, jakbyś przemknął cichem, pulchnem liczku dziewczęcem. Poprostu świat ocierał się o ciebie, by kotka rozpieszczona. Płynął od okna nektar jakowyś, prześwietlony słońcem. Rozwarły się powieki chmur i niebiosa poglądały szaro-błękitną źrenicą, zaś po dachu tańczyły kadryla wiązki świetlistych promieni.
Dziwnie się czułem. Trochę jak zwierzątko, trochę jak marzyciel, a nadewszystko jak zwyczajny smarkacz. (Postanowiłem sobie nie starzeć się. Na złość cofam się wstecz w latach, tak że niebawem trzeba będzie postarać się o pieluszki...) Serce wezbrało tęsknem oczekiwaniem, gapiło się na świat, rzec można, jak Jmć. pan Roger na boską Alcynę. Patrzyłem na wszystko z ja-