Strona:PL Rolland - Colas Breugnon.djvu/280

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

ten odór pieczonego ciała Judzkiego... brr!... Uuf! Ponadto wspomnienie łajdactwa, okrucieństwa u ludzi z najbliższego otoczenia/wszystko to wytrąciło mnie z równowagi. A ludzie czuli co o nich myślę i mieli urazę. Krępowaliśmy się wzajem. Radbym był im powiedzieć: kochani współobywatele, przebaczcie mi... oświadczam, że nie widziałem nic... Upał jesienny ciężył miastu, koniec lata przepoił wszystko dziwnem odrętwieniem.
Racquin odstawiony został pod dobrą eskortą do Nevers, a rząd i książę zaczęli spierać się o to, kto go ma sądzić. Korzystając z tej dywersji śnił plany wykręcenia się sianem. Co do mnie, kasztelański urząd raczył patrzyć przez palce na to co uczyniłem. Okazało się, że, ocalając miasto, popełniłem mnóstwo zbrodni i przekroczeń prawa, za co powinienbym właściwie zostać zesłany na galery. Ale ponieważ nie byłbym się mógł dopuścić tych deliktów, gdyby władza była wytrwała na stanowisku, przeto nie nastawano na karanie mnie, a ja również nie upominałem się oczywiście o wymiar sprawiedliwości. Człowiek czuje się niewinnym, ale djabeł sam jeden wie, co o tem mówi tak zwane prawo. Wystarczy włożyć jeden palec w maszynę ustawodawczą, a całe ramie stracone! I trzeba odciąć rękę, bo inaczej...