Strona:PL Puszkin Aleksander - Czarny orzeł.djvu/037

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

tak zwyczajne. Nakoniec zauważył, zbliżający się zmierzch; powstał i poszedł szukać drogi do domu, lecz długo jeszcze błądził po nieznanym lesie, zanim znalazł ścieżkę, która doprowadziła go wprost pod wrota domu.
Po drodze spotkał Dubrowski popa wraz z całym orszakiem. Przyszła mu do głowy myśl o złej przepowiedni. Mimowoli przeszedł bokiem i skrył się za drzewami. Ci zaś nie zauważyli go i gorąco rozprawiali między sobą: „Odstąp od złego i działaj dobrze, mówił pop do popadji. Nie mamy co tutaj zostawać, nie twoja tylko bieda, czemkolwiek skończyłaby się sprawa“. Popadja coś tam odpowiadała, lecz Włodzimierz nie mógł dosłyszeć. Przybliżając się do domu, ujrzał mnóstwo narodu: chłopi i czeladź dworska tłoczyli się na dziedzińcu. Zdaleka usłyszał Włodzimierz niezwykły hałas i rozmowę. Przy saraju stały trzy trójki. Na ganku kilku nieznanych ludzi w mundurach; zdawało się, że o czemś rozprawiali. „Co to ma znaczyć? zapytał gniewnie Antona, który biegł mu naprzeciw. — Kto to taki i czego chcą?“ — Ach, ojcaszku Włodzimierzu Andrzejowiczu, odpowiedział Anton, zadyszany: sąd przyjechał. Oddają nas Trojekurowi, zabierają nas od waszej miłości!“
Włodzimierz schylił głowę; ludzie okrążyli swego nieszczęsnego pana. „Ojcze ty nasz, krzyczeli, całując go po rękach, nie chcemy innego pana, prócz ciebie. Umrzemy a ciebie nie zdradzimy. Rozkaż panie — my się rozprawimy z sądem“. Włodzimierz