Strona:PL Przybyszewski-Z cyklu wigilii.djvu/025

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    O daj mi akord, coby objął Twoją moc. Daj mi to wszechmocne słowo, daj mi to Stań się! pierwszego dnia, coby Cię wypowiedzieć mogło!
    Ten akord, to słowo, co światy z ich torów postrąca, akord co się jednem olbrzymiem słońcem, jedną olbrzymią pożogą słońca od jednego krańca do drugiego na niebie rozleje — och akord ten! och słowo to!
    Silniej, bliżej, straszniej! Ha! Kto zna to słowo, kto zna ten akord?

    Ja, ja znam tę pieśń, Ja syn Twej burzy, Ja syn Twojej rozpaczy, Twoich wiecznych obłędów!
    Daj mi tę nową pieśń — silniej, bliżej! Bliżej jeszcze!
    Rozlej się na światów przestworza strugami krzyczących błyskawic, rozszalej się orkanem, co góry piasku pod niebo rzuca, rozpioruń się grozą Jechowy, gdy ze Synai swe gromy ciskał: Jam jest Pan Bóg Twój!
    Już słyszę wściekłą wichrzycę skrzydeł tej pieśni, już kłębi się orkan jej mocy w moich żyłach, już prężę się, rosnę, wybiegam głową w niebo, już pękają fale, już przebłysk bezgranic, już oddech wieczności, już...
    Daremnie! Zanikło!
    Jak robak toczyłaś mój tron królewski, toczyłaś bezustannie, toczyłaś aż chwiać się począł, zadygotała na mej głowie królewska korona, a razem z mym tronem Cezarów runąłem na ziemię: strzępy i łachmany, to moja purpura...
    Zimnym blaskiem zagasłych słońc więdnieje Twe oblicze, na Twej głowie wieniec zwiędłych kwiatow, a w słabej muszli perłowej mej niemocy płyniesz w ciemną dal wiecznych cieni i bezsiły, Ty straszna piękności, coś jest ponad wszechpięknością —
    Tęsknoto Ty!