Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/295

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.





VI.
I


Ileż to razy uderzał o uszy
Odgłos komendy, i szedł mimo duszy.

Lecz jak inaczéj, jak wcale inaczéj
Głos ten przenika aż do serca głębi,
I dreszczem przejmie i aż w krwi zakłębi,
Gdy się marsz wojsku już do boju znaczy.

W ów czas w komendzie leży cała waga,
I moc tajemna i prawda tak naga,
Że się jéj oprzeć już nic nie odważy,
Że już nie rozum, ale ręka słucha,
Że już nie wola, lecz ciało się waży,
A koń ma z jeźdzcem po połowie ducha.

Na koń! — odezwał się naprzód Oboźny,
Na koń!! — obiega dokoła głos groźny,
Na koń!!! — zawrzało i zamęt śród wrzawy,
Na koń! — i jezdnych połowa już w biegu,
Na koń! — i wszystkie skończone już sprawy;
Baczność! — i wszyscy stali już w szeregu....

I słońce błysło złocisto u wschodu,
I Książę dosiadł bachmata wesoło,
Przejrzał szeregi, i pomknął na czoło,
A jedna trąbka dała znak pochodu.