Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/281

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Że się tak kochać godzi tylko Boga!
I możem w życiu za to pokutował,
Żem taką miłość dla niewiasty chował,
Jaką człek wierny tylko niebu mierzy,
Jaka po Bogu ojczyźnie należy...

„Sześć niedziel zbiegło mi na wdowim chlebie,
Jak gdyby jedna godzina gdzieś w niebie,
I kiedy przyszło w końcu do rozstania,
Anna nieśmiało przy matce się skłania,
I tak mi rzecze już na samym progu:
„Kiedy się, kiedy podobało Bogu,
Że kądziel tylko zostawił w tym domu,
To szabli ojca nie ma nosić komu,
A że jéj smutno będzie w tym spoczynku,
Więc przyjm ją Waszmość proszę w upominku.”
To téż przyjąłem szablę ze łzą w oku,
I odtąd wiernie noszę ją przy boku...

„Tak samo świécił miesiąc, gdym wyjechał,
I znowum nigdzie nie spoczął w téj drodze...
Pogoda była, i świat się uśmiechał,
Lecz myśli moje tylko przy niebodze.

„Gdym znowu stanął na dworze hetmana,
Rzecze mi hetman raz pewnego rana:
„Coś Waść posmutniał mi na wdowim dworze,
Czy Miecznikówna tak do serca wpadła?
To Szwed cię nie zjadł, a podwika zjadła?
No — ja pomogę, jeśli Bóg pomoże?”
I rok sześć niedziel milczeliśmy oba;
Aż się w Malinkach skończyła żałoba.
W ów czas dopiéro hetman mi powiada: