Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/223

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Futor, pasiekę i wszystko prócz domu;
Ogrodu swego téż orać nie dawał
I obsiać ziarnem na wiosnę nikomu,
Lecz go sam orał — „Odwykać nie trzeba
Człeku od roli, a wyknąć do domu!”
Tak to zazwyczaj do nas młodych mawiał —
Co wiosnę zorał choć zagonów parę
Koło futoru — lecz domu nie stawiał:
Bóg i animusz grzeje starą wiarę!
A więc w namiocie od śniegu do śniegu
Mieszkał zazwyczaj — czasem w wielkie szargi
Przysiadł w pasiece — „O zacznijcie wargi”
I znów powracał po krótkim noclegu,
Ale nie ściągnął na leże zimowe
Jak równo z zimą, po piérwszéj ponowie,
Bo zwykł był mawiać: — „Złe szlaki tropowe!”
Szalone było téż u niego zdrowie,
Zawsze pochmurne, choć się nie frasował.
Nigdy w swém życiu i dnia nie chorował;
Podpił raz na rok w dzień swego Patrona,
„Vivat! Rycérstwo! Litwa i Korona!
I Ruś co żywi nas tym chlebem Bożym,
I kędy głowę i te kości złożym!”
Tak zwykle kończył, gdy go miód rozbierze,
I ciągnął w myśli na „zimowe leże!”
W maju krew puścił, i pił jakieś zioła,
I tyle szwanku miał na ciele zgoła,
Co odniósł w boju — ale był pocięty!
Ztąd gdy przed burzą rany go targały,
Ledwo mógł skończyć pacierz rozpoczęty,
Chociaż w modlitwie był wszystek i cały,
Choć Litwin z rodu, choć uniata hardy,
Choć jak dyament, był katolik twardy.