Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/220

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


I puścił konia — koń był dzielny, śmiały...
Spłynął a płynie, że widno grzbiet cały.
Z razu pół biédy — lecz gdy w środku rzéki
Przed się pojrzałem, a tu brzeg daleki,
A woda zniosła a strach mnie opłynął,
To byłbym może w ów czas tam i zginął.

Ale mój Mohort, jak na szpaku bryźnie,
Jak mnie nie poprze swoim koniem z boku,
Jak nie pochwyci, to już w jednym skoku
Wyrwany z toni stałem na mieliźnie.

Wir nie szeroki, lecz był bardzo rwący,
Daléj nie było koniom jak do brzucha. —
„A co ? — powiada — a gdzieś podział zucha?
Kipi Dniepr bratku, chociaż nie gorący!”
Ale z powrotem to już czajka w biegu
Zniosła nas lekko od drugiego brzegu.