Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Więc ksiądz Kwestarz i Pismo i Ojców kościoła
Przywodził na poparcie swojego mniemania,
Lecz nic nie pomagało — to i owo zgoła
Sędzia w zatwardziałości nie chciał zmienić zdania;
Aż gdy żywot świętego Gwalberta czytali,
Wyraźnie obaj cudu prawie już doznali,
Bo na jedno wezwanie Świętego Imienia
Odpuścił i zapragnął Sędzia odpuszczenia.
  
Święty Gwalbert za życia miał strasznego wroga,
Co i brata mu zabił i stał mu na zdradzie,
Lecz na złego człowieka przyszła taka trwoga,
Że Bóg go w moc Gwalberta bez obrony kładzie;
I mógł się pomścić na nim — ale złamał siebie,
I przejęła ztąd serce radość mu nieznana,
I przebaczył mu szczérze dla Boga na niebie,
I gdy w kruchcie kościelnéj upadł na kolana,
I kiedy się ustyma do nóg jego zbliża,
I przed Bogiem na krzyżu swe serce uniża —
Bóg cudem jego cnotę uweselić raczył,
Bo Pan ręce ku niemu wyciągnął od krzyża —
I ozwał się głos wielki:
 
„Chodź, boś ty przebaczył!“
Ostatnie słowa kwestarz ledwo wyrzec zdołał,
I odkładając żywot powstał i zawołał:
„O ty święty Gwalbercie! przez twoje zasługi!“
A u stóp krucyfiksu pad Sędzia jak długi. —
„O Chryste! coś nas grzésznych odkupił w Twéj męce,
„O Chryste! gdybyś ku mnie Ty wyciągnął ręce!
„Nie tylko bym przebaczył na Twoje skinienie,
„Ale oddałbym duszę w czyszcowe płomienie.
„O nie wydaj mnie Panie na wieczystą karę!
„O noli me Domine! noli condemnare !”