Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/032

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Coś brzękło pod koniem; więc spojrzę: a co to?
Pachołek zsiadł z konia i szuka, ba złoto!
Ha, boskie w tém sądy i boska to łaska!
Dziad leżał na twarzy, i wysechł jak trzaska.
Na piasku przy dziadzie trzos leżał ze złotem.
Zdobyłem więc złoto, i z małym kłopotem
Poszyłem się dobrze, wracając do domu.
Więc z dobrą fantazyą, nie mówiąc nikomu.
Jechałem w świat daléj —

Pod jesień się miało i żółkły już bory,
Więc na noc zjéżdżałem zazwyczaj na dwory;
A radzi mi byli, bom wracał z Nieświeża,
Więc codzień gościna poczciwa i świéża,
Téż codzień znajomość i codzień świat inny.
Tak w końcum się przybił ku stronie rodzinnéj.

A w Gródku siadywał starosta Potocki,
Więc jego nadworny marszałek, pan Złocki
Mój krewny, przedstawił mnie panu swojemu...
I rad był mi z duszy, jak zwykle krewnemu;
Musiałem o Litwie i księciu im prawić,
Musiałem tam dłużej tygodnia zabawić,
I kilkaśmy nocy strawili bezsennie.
Bo winem mi chłopca spajali codziennie.
Aż w końcum się wyrwał; a wiecie gdzie Gródek?
Więc z Gródka onego już blizko do Rudek,
A z Rudek na prawo gościniec prowadzi
Do wioski Kanachwost, gdzie imię wieczyste
Jest Sasów Winnickich i gniazdo ojczyste,
którém Bóg radzi, jak o swéj czeladzi...

Gdym tedy już ujrzał i sady i błonie,
I dworek rodzinny i w łące te konie,