Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/024

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

I siedział przed kuchnią książęcą na kole,
I z dawna stroiły z nim kuchty swawole.
Lecz srodze téż niedźwiedź ukarał junaka:
Bo ubił kuchcika i spłatał kozaka;
A czego się książę tak mocno użalił,
Że poszczuć go kazał i sztofem powalił.

Gdy wrzawa nadstała i książę siadł w ganku,
Rzekł do mnie po chwili: „Mój panie kochanku!
Waszmości, jak widzę, nie trudno o plecy!
Nie chciałbym ja bronić przed waścią fortecy,
Bo dziwną do murów przebiérasz się drogą...
No widzę masz listy? a proszę, od kogo?”
— Od pana Cetnera. — „Co?! Cetner poczciwy!
Mój panie kochanku, ach jakem szczęśliwy!
Witamy w Nieświeżu, witamy wasana !
No prosić mi tutaj księdza kapelana!
 
Mój panie kochanku! cóż słychać na Rusi?
Waszego starostę czy jeszcze bies kusi
O lepsze w zawody chodzić z Radziwiłłem?
Nie z takim ja grałem, kiedy w Chinach byłem,
Lecz próżne zabiegi, daremne to troski!
Radziwiłł Radziwiłłem! Kaniowskim Kaniowski!”

Tu nadszedł kapelan i listy przeczytał,
„Cóż pisze pan Cetner?” Radziwiłł zapytał,
„Czy przyjaźń mu nasza zawsze jeszcze miła?
Czy kocha, jak dawniej, sługę Radziwiłła?

Ha, nie wiem co pisał, bo prawił ksiądz z cicha,
A książę się fuknął: „A co mi u licha!
A potém się znowu trochę udobruchał,
głaskał czuprynę i mruczał i słuchał;