Strona:PL Platon - Kryton.pdf/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


znów teraz zaczynać, gdy mię los ten spotkał; ale te prawidła uważam jako całkiem te same, i szanuję je tak samo jak przed tém. Jeżeli więc teraz lepszych od nich nie wynajdziemy, to wiédz, że cię słuchać niebędę, chociażby siła mas jeszcze bardziéj niż teraz, aby nas jak dzieci przestraszać: więzienie, śmierć i utratę majątku około nas rozsypywała. Jakżeż więc możemy tę rzecz dokładnie ku naszemu zadowoleniu rozstrzasnąć? Tak bez wątpienia, że najprzód przyjmiemy ten powód względem mniemań ludzkich, o których mówisz, i zapytamy się czy w każdym razie: jestże to rzeczą słuszną, lub nie, — że na jedne z tych mniemań baczymy, a na inne znów nie. Albo téż może, wprawdzie nim umrzeć miałem, słuszném to było, a gdy się teraz jawną stało rzeczą, że to tylko było powiedzianém, ot, byle gadać, a w rzeczywistości nie było niczém jak tylko żartem i czczą paplaniną? Ja z méj strony przynajmniéj Krytonie, mam ochotę wspólnie z tobą to wybadać: czy ta zasada teraz inną się mi wydaje, gdy rzeczy innym poszły trybem, czy właśnie taką samą, i podług tego, albo ją pominiemy, albo jéj będziemy posłuszni. Ależ tak, jak myślę, mówiono zwykle o ludziach, którzy coś mówić się zdawali, tak właśnie, jak mówię, że z tych opinij jakie ludzie mają, niektóre wprawdzie bardzo wysoko trzeba cenić, a innemi gardzić. Mów więc, Krytonie, na Boga! czy się ci to nie zdaje być dobrze powiedzianém? Ty bo-