Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/258

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Panna Jadwiga posmutniała jednak, a panu Wiktorowi zdawało się nawet, że widzi łezkę w jéj oku; więc, żeby odgonić smutek, zagadał o Kraszewskim i o innych mniejszych już rybach literackiego morza; jakoż w rozmowie, która ożywiała się stopniowo, zapomnieli wkrótce oboje o téj „niemiłéj sprawie.“
— Do dworu? — mówiła sobie tymczasem Rzepowa. — A toć mnie tam najpierwéj trzeba było iść. Oj! głupia téż ze mnie kobiéta!