Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/232

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


skiego rozumu, który przecież dla Baraniéj-Głowy powinien był wystarczać, na mocy téjże zasady, na mocy któréj paryzki rozum wystarcza dla Paryża. Zresztą, pewną jest rzeczą, że praktyczny rozsądek, albo inaczéj, tak zwany: „zdrowy chłopski rozum“ więcéj jest wart od każdéj obco-żywiołowéj intelligencyi, że zaś mieszkańcy kraju, z urodzenia już ów „zdrowy rozum“ na świat przynoszą, to zdaje mi się nie potrzebuje być dowodzoném.
Okazało się to także zaraz w Baraniéj-Głowie, gdy na posiedzeniu, o którem mowa, odczytano zapytanie z urzędu, czy gmina nie zechce własnym kosztem, na przestrzeni swych gruntów, naprawić gościńca wiodącego do Osłowic. Projekt ten, w ogóle, nadzwyczaj nie podobał się zgromadzonym patres conscripti, jeden zaś z miejscowych senatorów wyraził światły pogląd, że gościńca nie ma potrzeby naprawiać, bo można jeździć przez łąkę pana Skorabiewskiego. Gdyby pan Skorabiewski był obecny na posiedzeniu, byłby zapewne znalazł coś do nadmienienia przeciwko temu: pro publico bono, ale pana Skorabiewskiego nie było i on bowiem trzymał się zasady nieinterwencyi. Projekt więc byłby przeszedł niezawodnie unanimitate, gdyby nie to, że pan Zołzikiewicz był poprzedniego dnia na obiedzie, podczas którego opowiadał pannie Jadwidze scenę uduszenia dwóch generałów hiszpańskich w Madrycie, wyczytaną w „Izabeli hiszpańskiéj“ wydawnictwa pana Breslauera, po obiedzie zaś, przy uściśnięciu dłoni pana Skorabiewskiego, poczuł w ręku coś szeleszczącego. Pan pisarz tedy, zamiast zapisać poprawkę, położył pióro, co oznaczało zawsze, że pragnie głos zabrać.