Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/208

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A dacie się pocałować? to wam powiem.
— Obędzie się! — odparła kobieta.
Ale pan pisarz już zdołał ją objąć w pół i przygarnąć do siebie.
— Panie! będę krzyceć! — wołała Rzepowa, wyrywając się silnie.
— Moja śliczna, Rzepowa.... Marysiu!
— Pa-anie! toćto obraza Boska! Panie!
To mówiąc wydzierała się coraz silniéj, ale pan Zołzikiewicz był także mocny i nie puszczał.
W téj chwili Kruczek przyszedł jéj na pomoc. Zjeżył sierć na karku i z wściekłém szczekaniem rzucił się na pana pisarza, a ponieważ pan pisarz ubrany był w krótką marynarkę, Kruczek więc schwycił za nieosłoniony marynarką kort, przejął chwycił za nankin, przejął nankin, chwycił za skórę, przejął skórę i dopiéro poczuwszy pełno w pysku, począł potrząsać wściekle łbem i targać.
— Jezus! Marya! — krzyczał pan pisarz, zapominając o tém, że należał do esprits forts.
Ale Kruczek pana pisarza nie puszczał, dopiéro, gdy ten schwyciwszy polano, zaczął niém zadawać w tył ślepe razy, Kruczek otrzymawszy uderzenie w krzyż, odskoczył skomląc żałośnie.
Po chwili jednak znów zaczął doskakiwać.
— Weźcie tego psa, weźcie tego dyabła! — krzyczał pan pisarz, machając rozpaczliwie polanem.
Kobieta zawołała na psa i odpędziła go za wrota.
Potém oboje z pisarzem spoglądali na siebie w milczeniu.
— Oj dola moja! Coże se pan do mnie upatrzył? —