Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/197

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A nieprawda! bo z harakiem.
— To niech będzie z arakiem, a ja dlatego raportu nie będę pisał.
Wójt ozwał się gniewliwie:
— Kiejś pan taki delikatny fizyk, to czemu było prosić się na pisarza?
— A was się kto prosił. Ja tylko po znajomości z naczelnikiem....
— Wielga znajomość, a jak tu przyjadzie, to pan ani pary z gęby....
— Burak! Burak! ostrzegam, że wy jakoś nadto rozpuszczacie język. Mnie już wasze chłopy kością w gardle stoją, razem z waszém pisarstwem. Człowiek z edukacyą tylko między wami ordynarnieje. Jak się rozgniewam, tak rzucę pisarstwo i was do dyabła.
— Ba! i cóż pan będzie robił?
— Co? Albo to mi krokwie gryźć bez pisarstwa? Człowiek z edukacyą da sobie rady. Już wy się o człowieka z edukacyą nie bójcie. Jeszcze wczoraj rewizor Stołbicki do mnie powiada: — „Ej ty Zołzikiewicz! z ciebie byłby czort nie podrewizor, bo ty wiesz jak trawa rośnie.“ Powiedzcie głupiemu. Mnie plunąć na wasze pisarstwo. Człowiek z edukacyą.....
— O wa! to się jeszcze świat nie skończy.
— Świat się nie skończy, ale wy będziecie kwacza w maźnicy maczać i kwaczem w księgach pisać. Będzie wam ciepło, aż przez aksamit drąg poczujecie.
Wójt począł się drapać w głowę.
— Kiej bo pan, to zara na zadnie nogi.
— A to nie rozpuszczajcie gęby....
— Juści, bo juści.
I znowu nastała cisza, tylko pióro wójtowskie zwolna skrzypiało po papiérze.